Styczeń 2015 a właściwie już końcówka 2014 roku to moje powolne konanie. Depresja…przyszła powoli, cichuteńko, prawie niezauważalnie. Zaczęło się od kłopotów ze snem. Najpierw nie potrafiłam zasnąć, wierciłam się w łóżku z boku na bok. Czasem trwało to godzinę, potem dłużej. Sen zaczął też się skracać. Wystarczyło mi 4-5  godzin snu. Potem zaczęły się bezsenne noce. Nie wiedziałam, że noc może być taka długa. Cały dom zatopiony we śnie. Słyszałam chrapanie męża i syna. Właściwie to słyszałam każdy szelest, tykanie zegara.

Zmęczenie ?

Ogromne…bo przecież po takiej nieprzespanej nocy musiałam iść do pracy, ogarnąć domowe obowiązki.

Smutek, poczucie beznadziejności, płacz, brak chęci do życia…to kolejne elementy, które rozlały się żyłami po całym tym moim osłabionym organizmie. Czy dusza może boleć? Teraz wiem, że może i to bardzo. Dusza krwawi poprzez zły, które w depresji leją się strumieniami i nie można ich w żaden sposób powstrzymać.

Cierpienie, które zaczęło mi towarzyszyć było niewyobrażalne. Najgorsze było to poczucie głębokiego smutku i samotności, samotności wśród ludzi. Przestałam wstawać z łóżka, odbierać telefony, jeść…świat zewnętrzny przestał dla mnie istnieć. Był tylko płacz a właściwie rozpacz. Wiłam się po łóżku szlochając. Oczy popuchnięte, czerwone, szara cera, tłuste, rozczochrane włosy. Nie mogłam patrzeć na siebie w lustrze, czułam obrzydzenie i chciałam już tylko umrzeć.

Kto mnie zna ten pomyśli sobie jak to możliwe? Ona – szalona optymistka, zawsze uśmiechnięta i pełna energii ? Niemożliwe ? A jednak ! Przeczytałam już chyba wszystko na temat depresji i wiem, że to choroba jak każda inna, nie zrozumie jej nikt kto jej nie doświadczył. Jestem osobą otwartą i nie wstydzę się prawie niczego, więc już 5 stycznia poszłam do psychiatry, bo wydawało mi się, że zwariowałam i tylko psychiatra może mi pomóc. Właśnie tak brzmiały moje pierwsze słowa po przekroczeniu progu gabinetu lekarskiego „pani doktor ja chyba zwariowałam”. Pani doktor tylko spojrzała w moje zapuchnięte od płaczu oczy i powiedziała „jakby pani zwariowała to by pani o tym nie wiedziała, ma pani po prostu  depresję”. Przepisała leki i miałam się po nich już po dwóch tygodniach poczuć się dobrze a nawet wspaniale.

Niestety tak się nie stało…depresja zaczęła się pogłębiać (teraz wiem, że nie bez powodu) i musiałam zdecydować się na szpital. Moje przeżycia ze szpitala opiszę w kolejnej notce. A jest o czym pisać, bo było i strasznie i komicznie 🙂

Pozdrawiam – Jola

Reklamy