Czasu przed świętami jak każdy mam niewiele. Wpadłam tutaj na chwilkę, żeby się przywitać i opowiedzieć wam o Janku…

Janka spotkałam na palarni jak jeszcze byłam na oddziale zamkniętym. Podszedł do mnie i powiedział „cześć jestem Janek mam schizofrenię”. Wysoki, w miarę przystojny i zadbany facet. Mimo to trochę się wystraszyłam bo nie znałam go jeszcze, nie wiedziałam czego mogę się po nim spodziewać. Odpowiedziałam jednak odważnie, podając rękę na przywitanie „jestem Jola choruję na depresję”. I tyle…Janek przestał nagle  zwracać na mnie uwagę, zignorował moją osobę totalnie, tak jakby mnie w ogóle nie było…To już całkowicie zmroziło krew w moich żyłach. Pomyślałam…ciężki przypadek. Gdy tego samego dnia przyszła do mnie w odwiedziny córka od razu rozpoznała w Janku faceta z pierwszych stron szmatławych gazet, hit internetu ostatnich dni. Janek klęczał na golasa pod choinką przy galerii katowickiej i się modlił. Był mroźny styczeń. Co robili ludzie w około ? Robili zdjęcia, naśmiewali się, kręcili filmy, ktoś wezwał policję. Nikt, absolutnie nikt nie pomyślał o pogotowiu ! Dopiero policja wezwała karetkę. Czy zdrowy człowiek klęczałby w mrozie na golasa w centrum miasta ? Obserwowałam potem Janka w szpitalu. Często jeszcze miał ataki, rzucał się krzyżem na podłogę i krzyczał „amen”. Był jednak niegroźny… Widziałam jak wracał powoli do zdrowia. I chociaż tylko raz wtedy na palarni usłyszał moje imię to zawsze kiedy przechodził obok mnie mówił „cześć Jola, jak się czujesz ?”. Uśmiechał się przy tym tak promiennie, że aż miło było patrzeć na jego twarz. Twarz, która w życiu musiała się wiele uśmiechać, ponieważ w taki sposób były na niej ułożone zmarszczki. Janek w kwietniu czuł  się już całkiem dobrze i został wypisany do domu. Niestety już po dwóch tygodniach spotkałam go ponownie. Okazało się, że w domu miał silne ataki duszności i dlatego wrócił do szpitala. Miałam z nim w tamtym czasie bardzo dobry kontakt. Rozmawialiśmy dużo, nikt z was nie pomyślałby nawet, że to schizofrenik. Ja od marca zaczęłam terapię (o której szerzej napiszę w innej notce).  Miałam, więc okazję widzieć jeszcze jeden powrót Janka do szpitala po wypisaniu go bodajże w czerwcu. Zanim jednak on nastąpił widywałam Janka jak przychodził w odwiedziny na oddział zamknięty i przynosił pacjentom słodycze, miał dobre serce…pamiętał o współtowarzyszach „niedoli”. Ten czerwcowy powrót Janka był dla mnie szokiem. Przechodził obok mnie podczas spaceru z grupą z oddziału zamkniętego, uśmiechnął się i jak zwykle powiedział „cześć Jola”. Ja zagadnęłam „Janku co się stało, że znów tutaj wróciłeś ? ” On jakby był w innym już świecie, świecie za kotarą, świecie znanym tylko jemu a nazwanym przez lekarzy schizofrenią…Najpierw zaczął mówić do mnie od rzeczy (jesteś boginią itp) później tak jak przy pierwszym naszym spotkaniu, zignorował mnie całkowicie i odszedł jakby mnie nigdy nie znał… Miałam łzy w oczach….

Pozdrawiam- Jola