Zawsze miałam jakieś postanowienia noworoczne. Skrupulatnie je zapisywałam a potem, jeżeli udało mi się jakieś zrealizować to wykreślałam    z listy. Z kolei te, których nie udało mi się zrealizować przepisywałam do realizacji na kolejny rok (lata). Po raz kolejny chcę wam pokazać jak depresja mnie zmieniła. Jak zapewne zmienia innych chorych. Nie planuję nic i nic nie postanawiam. Dla mnie teraz nie liczą się kolejne dni, jest tylko ten dzisiejszy. Co było minęło a co będzie jutro? Któż to wie? Depresja wykluczyła mnie z życia. Chociaż żyłam to byłam martwa. Każdy dzień był tak samo beznadziejny, szary i rozpaczliwie bezsensowny. Zero radości, zero nadziei. Ból istnienia. Nie chcę już do tego powracać, ponieważ teraz wszystko jest inne.

TERAZ MAM ZAMIAR WYCISKAĆ KAŻDY DZIEŃ JAK CYTRYNĘ ! Dopóki krew w moich żyłach krąży, dopóki słychać bicie serca, nie mam zamiaru się poddawać. Chcę żyć i dawać swoją osobą szczęście innym. Chcę, kiedyś spojrzeć u schyłku, na mijające życie i powiedzieć „każdą chwilę wykorzystałam, jestem spełniona jako człowiek, odchodzę szczęśliwa”.

Wielu ludzi z mojego otoczenia już mnie osądziło, wydało wyrok…Byłam i nadal jestem na językach różnych pseudo przyjaciół i „życzliwych” ludzi z otoczenia. Odsunęli się ode mnie ludzie, o których myślałam, że będą ze mną zawsze. Piętno psychiczne chorej, (bo przecież oficjalnie się przyznaję, że pół roku spędziłam w psychiatryku) zostało i nadal wisi nade mną. Stale dochodzą do mnie od „życzliwych” nowe powiedziałabym sensacje- rewelacje na temat mojej osoby. Nadal chodzę, (chociaż już rzadko) do psychologa. Tego też nie ukrywam i się tego nie wstydzę. I to właśnie psycholog po kolejnym moim żalu w jego gabinecie, na niesprawiedliwość ludzi, którzy fałszywie mnie osądzają na podstawie opinii innych a ze mną nawet nie rozmawiali …uświadomił mi, jednym pytaniem, „ CO PANI MOŻE Z TYM ZROBIĆ?”, że nie mogę nic, absolutnie nic z tym zrobić. Udowadnianie światu, że jestem zdrowa na umyśle, jest przecież absurdalne. Nie będę udowadniać oczywistości. Bo i po co? A co do plotek oraz dawania mi rad jak mam żyć…przepraszam…ale wy żyjcie sobie po swojemu a ja będę żyła własnym życiem.

Powyżej opisałam ciemną stronę mojego chorowania. Teraz chcę napisać o tych wszystkich ludziach, którzy byli obok, wspierali, czasem bez słów. O ludziach, którzy byli pomimo tego, że ich odtrącałam i czasem nie zauważałam. Była od początku córka, o której już wcześniej wspominałam. Koledzy z pracy, którzy wykazali się wielkim zrozumieniem, chociaż nie było mnie 7 miesięcy w pracy, nie narzekali, gdy musieli przejąć moje obowiązki. Odwiedzali w szpitalu, wspierali telefonicznie. Zrozumiałam jak wielkie mam szczęście, że pracuję właśnie z nimi. Dotarło do mnie jak bardzo się z nimi zżyłam przez te lata, jak wiele nas łączy.

Moi kochani klubowicze z Klubu Nordic Walking. Czułam ich wsparcie każdego dnia, wiedziałam, że są i co najważniejsze, że wierzą we mnie, że pokonam to draństwo, jakim jest depresja…oni też widzieli we mnie tę siłę, której nie dostrzegałam sama w sobie. Przyjeżdżali na zmianę do szpitala, przywozili „pozytywne” prezenty.

12465572_1568395120086945_1467206087_o„pozytywne” prezenty

  12465339_1568395096753614_797146170_o12469889_1568395140086943_1532931243_o

Pamiętam jak jedna z dziewczyn powiedziała do mnie, że znowu przyjadą mnie odwiedzić czy chcę czy też nie i nawet jak im powiem, że mają wypier….ć to i tak mnie nie posłuchają i będą. A Nina, która codziennie lub prawie codziennie rano przysyłała mi smsa o treści „dzień dobry”. Wiedziałam, że o mnie myśli. Takie rzeczy zapadają w pamięci. Przyjechała do mnie w odwiedziny przyjaciółka z liceum, z którą urwał mi się kontakt około 19 lat temu. Teraz nasza przyjaźń rozkwitła na nowo. Było jeszcze parę osób, które wspierały telefonicznie, duchowo. Nie jestem tutaj w stanie wymienić wszystkich…Jednak wszyscy ci ludzie są w moim sercu. I to też m.in. dzięki nim mam w sobie tę ogromną chęć pomocy innym i starania się o to by być lepszym, dobrym człowiekiem.

Chcę wam wszystkim przekazać, że dla mnie miarą prawdziwego człowieczeństwa jest bezinteresowna pomoc drugiemu człowiekowi. Trwanie przy bliźnim w chorobie, zwykłe przebywanie w pobliżu, nawet w milczeniu. Sms bez powodu, ot tak, żeby chory wiedział, że ktoś o nim myśli. W depresji poczucie samotności jest tak przejmujące tak bolesne, że nie można tego wytłumaczyć słowami. Samotności wśród ludzi. Dlatego tak ważne są te drobne sygnały „jestem z tobą”, „myślę o tobie”, „jesteś dla mnie ważny”….

Na terapii, o której kiedyś szczegółowo tutaj opowiem, dowiedziałam się o sobie (po przeczytaniu mojego życiorysu grupie), że jestem SILNA! Bardzo silna, że moimi życiowymi dramatami można by obdarować kilku ludzi i nie wiadomo czy zdołaliby to unieść.. Ja na początku nie wierzyłam w tę swoją siłę. Teraz wierzę!

Pozdrawiam-Jola.