Znowu miałam pisać o czymś innym, w głowie już miałam ułożony scenariusz. Życie jednak jak zwykle, swoje scenariusze pisze. Dzięki temu, że udostępniam te teksty na Facebooku i innych portalach internetowych, zaczęli się do mnie zwracać ludzie, którzy potrzebują pomocy.Nie chodzi tutaj tylko  o chorych, ale też o osoby w otoczeniu, których znajduje się jakaś bliska osoba chora na depresję. Rozmawiam z każdym, nikomu nie odmawiam pomocy, zawsze jednak namawiam do wizyty u psychiatry bądź psychologa. Nie jestem ani jednym ani drugim. Mogę jedynie podzielić się własnym doświadczeniem. Ostatnio na Facebooku pisałam z dwoma dziewczynami  (25 i 28 lat). Chociaż tak młode a już nie chce im się żyć. Starałam się bardzo z całych sił wlać w ich serca, wiarę, optymizm. Pokazać na przykładzie swojej osoby, że można z tego wyjść, że można potem żyć szczęśliwie. Przytoczę tutaj krótkie fragmenty rozmów z nimi (tak, żeby zostały anonimowe), chodzi mi bardziej o to, żebyście zobaczyli, jakie uczucia towarzyszą osobom w głębokiej depresji.

Piękna A. (bo tak ją nazwałam)
„…Dzień dobry, przepraszam, że zawracam Pani głowę, ale…chciałabym coś jeszcze dodać do tej krótkiej opowieści o sobie, coś co mnie dręczy cały czas, pogarszając stan. Bardzo mało sypiam, zdarzają się okresy kiedy nie śpi wcale przez 4-5 dni, potem udaje mi się przespać trochę i znowu to samo tak w kółko. Czasem są takie tygodnie, kiedy przez 7 dni przesypiam 10 godzin. Kiedy nie śpię, intensywnie myślę i… planuję. Dręczy mnie pustka, samotność, ciągłe myśli samobójcze, i tak w kółko. Zawsze po nieudanej, kolejnej próbie wyrzucam sobie jak wielkim tchórzem jestem, zawsze znajdę jakiś pretekst, albo boję się że przeżyję, czasem boję się że zostawiam niedokończone sprawy, czasem ktoś zasieje we mnie iskierkę nadziei i mnie to powstrzymuje. Po każdej takiej próbie wracam, zakładam „maskę” i próbuję żyć dalej, w tej takiej otchłani beznadziei, bez sensu życia, w poczuciu, że przecież i tak jestem przecież nikomu niepotrzebna. Nie chcę płakać i a ciągle przepłakuję całe noce, niestety już brakuje mi sił, żeby zakładać „maskę” obojętności i ciągle udawać, płaczę w pracy, na szczęście każdy zwrócony w swój monitor nie zwraca na mnie uwagi, a może mi tak się wydaje, może nie wiedzą jak zareagować….
….daje mi już ani satysfakcji ani radości. To nie jest tylko kwestia stanu duszy, psychiczna, po tylu nieprzespanych nocach organizm wariuje, ciągle mam dreszcze, gorączkę, ręce mi się trzęsą, boli mnie dosłownie całe ciało, ciężko jest w takim stanie… Niestety w takim stanie w jakim się znajduję zaczęłam mówiąc prosto nawalać. Spóźniam się do pracy nawet godzinę, nie mogę się na niczym skupić…..
…od jakiegoś czasu znalazłam takie idealne miejsce na…odejście wystarczy tylko skoczyć. Często jadąc do pracy zatrzymuje się tam i toczę w sobie walkę skoczyć czy jeszcze nie, dlatego też spóźniam się do pracy. To jakiś obłęd, zwariowałam chyba….”

Ja
…dziewczyno, proszę daj sobie pomóc! Jesteś wspaniałą wrażliwą kobietą        i przed tobą piękne życie tylko mi uwierz!”

Piękna A.
„…..Nie potrafię uwierzyć że może mi się udać, tak samo jak uważam że nie zasługuję na nic, ani na pomoc, ani na chociaż chwilę szczęścia. Chyba pisząc do Pani liczyłam na to, że powie Pani że jestem beznadziejnym przypadkiem   i nic nie da się zrobić….”

Ja
„….. też tak o sobie myślałam…że jestem beznadziejnym przypadkiem. Też miałam i nie chciałam już żyć…
Jesteś piękną dziewczyną !….”

Piękna A.
„…wszyscy wokół ciągle mówią, że jestem zbyt wrażliwa, wszystko nadinterpretuję na swój negatywny sposób, biorę do siebie… Ja wiem że miała Pani ciężko, czytałam to co Pani pisze, i wiem że można z tego wyjść, ale… nie wierzę że mi się może udać. I wcale nie jestem piękną dziewczyną, jestem okropnym potworem.”

Ja
„Depresja dotyka właśnie ludzi nadwrażliwych. My po prostu inaczej czujemy, bardziej, mocniej i całym jestestwem. Można z tego co wydaje się wadą, zrobić zaletę. Nie mogłam patrzeć na siebie w lustrze…nie spałam przez 1,5 miesiąca w ogóle, schudłam 13 kg w trzy tygodnie. I uwierz mi, że świecie wierzyłam że nigdy z tego nie wyjdę…zresztą po co miałabym wychodzić? Nie chciałam żyć, też znalazłam sobie miejsce z którego miałam skoczyć… Nie mogę opisać na blogu tego wszystkiego co mnie spotkało bo musiałabym pisać źle o…….
Byłam wrakiem…i wiesz co? Bardzo się bałam iść do szpitala psychiatrycznego. A teraz jestem po leczeniu i terapii i uważam, że ten szpital to było coś najlepszego co mnie w życiu spotkało. I chociaż gdy opuszczałam jego mury i czekało mnie piekło …..to przetrwałam…żyję i to szczęśliwie. Całe moje życie się zmieniło…
Gdyby mi to ktoś powiedział, że tak będzie, jeszcze rok temu, tak jak ja teraz tobie to mówię…to tak jak ty mnie teraz, też bym nie wierzyła.
Tylko że ja jestem żywym dowodem dla ciebie.
A ja nie miałam takich dowodów….”

Piękna A.
„…nie musiała mi Pani tego opowiadać, nie chcę wywoływać wspomnień.”

Ja
„…. chcę żebyś wiedziała, że ty sama dla siebie jesteś najważniejszym człowiekiem. Ty kreujesz swój świat i ty sama możesz sobie stworzyć w nim co chcesz i jak chcesz…”

Nie poprawiałam błędów w tych kopiach, bo tak jest dobrze.

Nie zdawałam sobie sprawy, że tak dużo i długo pisałyśmy. Rozmowę z tą drugą młoda dziewczyną, przytoczę innym razem, bo jest ona inna, ale równie bolesna. Po co to robię? Chcę przełamać stereotypy dotyczące leczenia u psychiatry, chcę żebyście wiedzieli jak to jest i że depresja może dopaść każdego, niezależnie od wieku, płci itd. Chcę, żeby osoba chora przestała się ukrywać i szukać lekarza w odległej miejscowości od swojego miejsca zamieszkania (żeby nikt ze znajomych nie zobaczył jej przypadkiem). I nie wyssałam tego z palca. Wczoraj była u mnie przyjaciółka, która idzie ze swoją koleżanką do psychiatry, bo widzi u niej wyraźne symptomy depresji, oczywiście idą do przychodni przy domu mojej przyjaciółki.Byle jak najdalej od domu tej koleżanki.

To jest chore!!! I należy to zmieniać!

I tym optymistycznym akcentem kończąc – pozdrawiam – Jola