„Jest taka chwila, kiedy nie czuje się już bólu. Wrażliwość znika, a rozsądek tępieje, aż zatraci się poczucie czasu i miejsca.”

                                                                                            Gabriel García Márquez

Palarnię na oddziale zamkniętym nazwałam w poprzednim wpisie „najciekawsze, najbardziej terapeutyczne miejsce na oddziale”. W moich oczach tak właśnie wyglądało to miejsce. Ja w roli obserwatora miałam tutaj naprawdę pożywkę dla duszy. Obserwując innych przestałam też, być tak bardzo skupiona na sobie i swoim cierpieniu. W palarni zobaczyłam jak ludzie oderwani od tzw. normalnego świata, mogą być autentyczni, nie mają potrzeby zakłamywania uczuć, przybierania masek, nie muszą kłamać….nie muszą nic. Nic nie musieć i niczym się nie przejmować to inaczej BYĆ WOLNYM. I tak też nagle zaczęłam się czuć. WOLNA!  Mogłam sobie pozwolić na szczerość w rozmowach z osobami z zewnątrz. Gdy dzwonił ktoś do mnie ze znajomych czy rodziny a rozmowa stawała się dla mnie niewygodna to wprost mówiłam, że nie chcę o tym rozmawiać lub że w ogóle nie chce mi się z tym kimś rozmawiać. W życiu nie pozwoliłabym sobie na taką szczerość w innych warunkach. Tutaj miałam furtkę „jestem w psychiatryku, jestem chora i mogę mówić co chcę, niech sobie ten ktoś myśli co chce…nic mnie to nie obchodzi”. I naprawdę mnie nie obchodziło…Przygotowałam sobie nawet taką formułkę „nie chcę rozmawiać na ten temat, bo to szkodzi mojemu zdrowiu i potem źle się czuję”. Powiedz tak komuś ze znajomych, gdy zadzwoni i zacznie np. opowiadać o czymś, co jest dla ciebie niewygodne lub męczące. Często nie jesteśmy szczerzy, chociaż szlak nas trafia, ale z grzeczności lub żeby kogoś nie urazić, z zaciśniętymi zębami wysłuchujemy. Słuchamy o problemach, o pracy, o dzieciach …. Oczywiście, nie chcę być tutaj źle zrozumiana, podstawą dobrej komunikacji międzyludzkiej jest uważne słuchanie drugiego człowieka. Ale czego i kogo chcemy słuchać o tym decydujemy my sami, nikt inny. W szpitalu zobaczyłam jak wieloma toksycznymi ludźmi byłam otoczona. Słuchali mnie a nie słyszeli, mianowali się przyjaciółmi a nie zauważyli nawet, że coś złego się ze mną dzieje. Były ze trzy może cztery osoby, które zwróciły uwagę na mój stan, nim jeszcze się pogłębił i zapytały z troską, czy mogą mi jakoś pomóc.

 

 

Rozmawialiśmy na tej palarni na wszystkie tematy, tutaj mogłam zapytać schizofreników jak to jest być właśnie schizofrenikiem, co się wtedy z nim dzieje, co czuje, myśli o sobie, czy bardzo cierpi…Dostawałam szczere odpowiedzi na wszystkie pytania. I nigdy już nie powiem o kimś WARIAT. Nigdy! Schizofrenia jest straszną chorobą i całe szczęście, że wielu chorych nie pamięta co robiło w momencie pogłębienia choroby (ataku), bo uwierzcie ilość osób odbierających sobie życie wzrosłaby na świecie dwukrotnie. Pisałam wam wcześniej o Janku. Inteligentnym i uczuciowym człowieku, który podczas ataku choroby klęczał na golasa pod Galerią Katowicką. Nie pamiętał nic z tego zdarzenia, ale przecież potem dotarły do niego informacje na temat tego co zrobił, że był sensacją internetu, że wyśmiewano go w mediach. Jak silną mimo wszystko trzeba mieć psychikę, żeby wrócić po tym wszystkim do swojego domu. Czujesz się dobrze, ale wzrok sąsiadów, szepty w sklepie za twoimi plecami, wytykanie palcem „to on, ten wariat”…Wiem o czym piszę, wiem jak może się czuć każdy z nich. Sama tego doświadczam na każdym kroku a leczyłam się przecież tylko na depresję…

 

 

W palarni toczą się też rozmowy na temat leczenia, lekarzy, leków…Tutaj dowiadujesz się jakie są skutki uboczne różnych leków, po których możesz przytyć, po których zaczną wypadać ci włosy. Właśnie włosy w pewnym momencie zaczęły wypadać mi całymi garściami. Jestem kobietą, zawsze miałam piękne, gęste i długie włosy. A teraz do dzisiaj nie mogę już sobie ich odbudować. Straciłam 1/3 włosów. Bałam się, że wyłysieję. Lekarze stale odstawiali, zmieniali mi jakiś lek, żeby zapobiec dalszej utracie włosów. Nie pomagało nic…łykałam suplementy diety, miałam specjalne odżywki itp. W końcu lekarz doszedł do wniosku, że to oprócz leków musi być STRES. Mam się mniej stresować…Długo to trwało zanim wzięłam to sobie do serca, najpierw musiałam stracić jeszcze wiele włosów…Teraz jestem na takim etapie, że mało jest rzeczy (prawie wcale), które mogą mnie wyprowadzić z równowagi. Ludzie obgadują i obgadywać będą…Jestem wariatką…Ok…jestem, jeżeli ty tak o mnie myślisz to mogę być kimkolwiek chcesz. Najważniejsze, że ja wiem kim jestem…