Nie ma zbyt wiele cza­su, by być szczęśli­wym. Dni prze­mijają szyb­ko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpi­suje­my marze­nia, a ja­kaś niewidzial­na ręka nam je przek­reśla. Nie ma­my wte­dy żad­ne­go wy­boru. Jeżeli nie jes­teśmy szczęśli­wi dziś, jak pot­ra­fimy być ni­mi jutro? 

Phil Bosmans

 

Mówcie co chcecie, ale farciarz ze mnie jakich mało. Dostałam pokój dwuosobowy…wczasy…hahaha. Sal 2 osobowych  na oddziale terapii jest tylko kilka. Jestem w pokoju z Alicją. Alicja też ma depresję, lecz jej depresji towarzyszą objawy somatyczne. Jest słaba i ma ataki duszności, które powodują u niej lęk, że się zaraz udusi. Jak się okazuje depresja ma wiele twarzy.

 

 

Dostajemy rozpiskę zajęć…wygląda interesująco…dużo pracy, i co najważniejsze, nad sobą. Pierwsze spotkanie w grupie. Jest nas 12 osób. Zaczynamy rano rundką jak minął poprzedni dzień. Pierwszego dnia mówię, że jestem jeszcze trochę oszołomiona i nie swoja. Zrozumienie…znowu, ktoś rozumie, że mogę się tak czuć a nie inaczej. Na zajęciach są obecne dwie panie psycholog i lekarz. Pan doktor…hmm…od pierwszego spotkania przypada mi do gustu…oczywiście jako lekarz, żeby nie było 🙂 Trudno ocenić ile ma lat. Wygląda młodo, chociaż na skroniach widzę pojedyncze siwe włosy. Nazwałam go „doktorek” i tak go nazywam do dziś we wspomnieniach. Bardzo życiowy i mądry facet. Uważny na to co mówią pacjenci, pamięta detale z wypowiedzi, nie ma oporów, żeby mówić wprost to, co myśli i czyje. Asertywny w każdym calu. Bardzo zazdroszczę mu tej umiejętności.

12765812_1586044858321971_1431738205_o

 

Skupiam się bardzo na mojej terapii. Mam wewnętrzne przekonanie, że to jest moja ostatnia deska ratunku. Słucham uważnie wszystkich informacji zwrotnych i mimo tego, że nie raz się im opieram to nie odrzucam. Cały czas mam gdzieś w głowie, że tutaj chcą mi pomóc a nie zaszkodzić. Dlatego też po każdych zajęciach dużo rozmyślam o tym co usłyszałam na swój temat. Staram się wyciągać wnioski. Poza zajęciami w grupach mamy też relaksację i wspaniałe zajęcia z koncentracji z ordynatorem. Ordynatorem jestem zafascynowana. Plotki głosiły, że on sam przeszedł depresję i sam sobie, bez leków z nią poradził. Jak było? Nie wiem. Zajęcia z koncentracji…inny wymiar, odlot…Nie mam innych określeń. Jedno jest pewne, przyszłam na oddział i nie potrafiłam rozwiązać ani jednego hasła w krzyżówce. Po dwóch już zajęciach z koncentracji najpierw zaczynam rozwiązywać krzyżówki a po kilku następnych latam po oddziale w poszukiwaniu książek. W ciągu 9 tygodni pobytu na terapii przeczytałam 7 książek w tym trzy opasłe tomy 🙂 Czyli wniosek jest jeden….TERAPIA JEST SKUTECZNA w moim wypadku.

 

 

Najtrudniejszy moment…napisanie i przeczytanie przed grupą swojego życiorysu. Już po przeczytaniu  pierwszego zdania połykam własne łzy. Może kiedyś zdecyduję się, żeby ten mój traumatyczny życiorys tutaj napisać. Na tę chwilę nie jestem gotowa. Myślę, że wiele osób płakałoby jakby  to czytało, tak jak płakała cała moja grupa i chyba terapeuci.

155559506

Powracając do „mojego” doktorka. Będę w stosunku do niego jak i do mojej pani psycholog, wdzięczna do końca życia. To on w delikatny, subtelny sposób pokazał mi drogę, wskazał błędy jakie na niej robiłam, tchnął we mnie wiarę i niemal udowodnił mi, że dam radę bo jestem i mądra (hahaha) i silna. Dziękuję Doktorku!!! Słowa (wypowiedziane z autentycznym smutkiem), które usłyszałam gdy odchodziłam ze szpitala, że pan doktor życzyłby sobie samych takich, tak zaangażowanych w swoją terapię pacjentów jak ja. Takie słowa zobowiązują 🙂 Wewnętrzna siła, którą we mnie obudzono oraz wiara w to, że to ja jestem kreatorem własnego życia i mogę wszystko….to jest mój diament, który wyniosłam ze szpitala, o który dbam i codziennie go poleruję a gdy nawet tak po prosu życiowo jest mi źle to te rysy staram się na bieżąco usuwać.

na bloga