Znowu dostaję sygnały, że niepotrzebnie tak się afiszuję z tym, że chorowałam na depresję, że byłam w szpitalu psychiatrycznym, korzystałam z pomocy psychologa.

To jest naprawdę smutne. Niby mamy XXI wiek…eh… Zasmuca mnie to o tyle, że często na czacie rozmawiam z osobami, które są w naprawdę fatalnym stanie psychicznym, nie radzą sobie w ogóle, piszą do mnie z prośbą o pomoc, radę a nawet ratunek. A co ja robię ? Opowiadam o tym co przeżyłam, staram się dawać swoją osobą świadectwo, że z tej choroby nie tylko można się wyleczyć, ale można też żyć lepiej, świadomiej i pełnia życia. W każdej z tych rozmów gorąco zachęcam do skorzystania z pomocy medycznej. Bardzo mnie to wkurza wszystko. Ten lęk przed napiętnowaniem. Leczysz się u psychiatry no to jesteś wariatem i teraz wszyscy będą unikać cię ogromnym łukiem, wskazywać palcami.

Dlaczego nie wstydzimy się innych, fizycznych chorób?

Wręcz przeciwnie, potrafimy zamęczać opowieściami o swoim złym stanie zdrowia całe otoczenie.

A może… ej…uwaga on ma cukrzycę, uciekajmy…a tamten już od 5 lat choruje na serce…

Czy rozumiecie o co mi chodzi?

Wstydzimy się przyznać nie tylko do depresji ale też wszystkich innych zaburzeń psychicznych np. do nerwicy, lęków.

Ja Jola nie jestem w stanie zmienić nic. Osobiście nigdy nie będę się wstydzić tego, że w niezawiniony przeze mnie sposób zachorowałam. Jestem teraz wręcz dumna z tego, że tak szybko zrozumiałam co się ze mną dzieje i zaczęłam szukać pomocy. Cieszę się, że byłam jedną z najpilniejszych pacjentek na terapii. Dzięki temu wszystkiemu żyję, jestem tutaj i próbuję pomagać innym…

Może dlatego zachorowałam, bo jak napisałam w poprzednim poście, uważam,że nic się nie dzieje bez przyczyny.

na bloga