7b47a2797e646aca2eec4c6e3152e18c

Ratunku! Nie daję już rady z tym moim pofyrtanym nastolatkiem. Mówię do niego  po polsku, ale chyba zanim mój głos do niego dotrze przez te wszystkie kowadełka, trąbki i coś tam jeszcze w uchu to chyba zmienia się  w chiński, albo nie wiem jaki, może w jakieś narzecze  „zulugula”. Staram się za dwóch. Metody wychowawcze mi się już wszystkie wyczerpały. Kary, nagrody, rozmowy (tzn. trucie), okazywanie ciepła, miłości i zrozumienia itp. itd. I co teraz? Przyjdzie mi zwariować zanim doczekam jego pełnoletności. Zresztą nie mam co liczyć na to, że w chwili gdy on odbierze dowód osobisty to zaraz się wyprowadzi. Jak znam życie to posiedzi jeszcze parę dobrych latek (tak gdzieś do czterdziestki hahaha) no bo gdzie mu będzie lepiej niż u mamusi? Kurde, nie wiedziałam, że to będzie takie trudne, całe to wychowanie. Myślałam naiwnie, że wystarczy mocno kochać….

Cały dzień z nosem w telefonie. Na każde „wyjdź z psem”, „wyrzuć śmieci”, „odrób lekcje” czy „ogarnij pokój” słyszę „ZARAZZZZ”, które trwa i trwa a mnie krew zalewa. A ten wieczny foch na wszystko i wszystkich, na cały świat? Niby dorosły chce być a jak ćma do domu wleciała to uciekał z piskiem…Ktoś mi zarzuci, że zapomniałam jaka ja byłam w tym wieku. Nie zapomniałam. Też robiłam różne rzeczy, ale to co u mnie w domu się dzieje, przewyższa  moje rozumienie nastoletniego świata. Mózg mi się wywraca, albo zwoje prostują…nie wiem? Masakra i tyle.

Wiem…Myślicie sobie, że tak ma 80 procent rodziców, którzy samotnie wychowują nastolatki. Otóż ja się z tym nie zgodzę po tym w jakim stanie zastałam mieszkanie, gdy wróciłam wczoraj z pracy po 12 godzinach.Może stąd ten mój wpis. Bo byłam tak zrozpaczona tym co ujrzałam, w jakim stanie było mieszkanie, że już mi się nawet nie chciało krzyczeć tylko z bezsilności się rozpłakałam. Robiłam generalne porządki w piątek a w sobotę…eh.

Dobra…Wyżaliłam się i jest mi lżej.

Pozdrawiam- Jola

Reklamy