Dawno, dawno temu w pewnym małym małym miasteczku mieszkała pewna kobieta. Miała na imię Krystyna. Krystyna mieszkała samotnie w niewielkiej kawalerce. Dobiegała już pięćdziesiątki, ale jak na swój wiek wyglądała dość młodo. Była samotna bo tak się jakoś życie ułożyło, że nie wyszła za mąż. Nie miała już też rodziców ani rodzeństwa, ponieważ wszyscy wcześnie zmarli. Miała parę sprawdzonych koleżanek z którymi umawiała się czasem na zakupy lub kawę, ale głównie jej życie polegało na czytaniu książek, sprzątaniu i …oddawaniu się marzeniom. O czym marzyła Krystyna? Nie marzyła już o dzieciach bo na to było za późno, nie marzyła o bogactwie, bo dobrze zarabiała…Marzyła o tym, żeby ktoś ją pokochał. Chciała bardzo bliskości, przytulenia, ciepłych słów, pocałunków i poczucia bezpieczeństwa przy męskim ramieniu.

 

Pewnego dnia Krystyna bardzo się przeziębiła. Miała okropny kaszel i katar lał się jej z nosa strumieniami. Poszła do najbliższej przychodni bo już żadne domowe sposoby nie pomagały na to przeziębienie a do pracy w takim stanie też już nie dawała rady chodzić.W poczekalni w pobliskiej przychodni tłumy, rozpoczął się sezon grypowy. Krystyna usiadł w kąciku na jedynym jeszcze wolnym miejscu, cały czas z chusteczką przy nosie, nie zwracała uwagi na nikogo, tylko czekała aż lekarz wywoła jej nazwisko.

 

Nagle poczuła czyjś wzrok na sobie, podniosła oczy i jej spojrzenie zderzyło się ze spojrzeniem piwnych oczu pana w średnim wieku, który siedział naprzeciw Krystyny. Krystyna poczuła się nieswojo, zawstydziła nawet i oblała rumieńcem. „Wyglądam, pożal się boże z tymi przekrwionymi oczami i czerwonym nosem, może dlatego on mi się tak przygląda” – pomyślała. Za chwilę ten pan wszedł do gabinetu i Krystyna się rozluźniła, chociaż cały czas o nim myślała. Pan wyszedł od lekarza i mówi, doktor prosi panią Pawłowską. To było nazwisko Krystyny. Wstała i w w drzwiach gabinetu mijając mężczyzną poczuła jego zapach. Mężczyzna spojrzał jej w oczy tym razem tak przenikliwie, że Krystynę dreszcz przebiegł po całym ciele. W gabinecie u lekarza nie mogła się już skupić w ogóle, cały czas myślała o mężczyźnie z poczekalni. Gdy wyszła ze stosem recept z  przychodni ku jej zdziwieniu zobaczyła tego mężczyznę z bukietem frezji. Gdy szedł w jej kierunku nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Nogi odmówiły posłuszeństwa i stała Krystyna nie mogąc się ruszyć w żadnym kierunku.

-przepraszam, ale nie mogłem tak zwyczajnie odejść, proszę te frezje dla pani – powiedział drżącym głosem mężczyzna. „Boi się tak samo jak ja” pomyślała Krystyna.

-nie rozumiem dlaczego – wyszeptała

-ja też nie rozumiem-odparł mężczyzna.

Stali tak na schodach przychodni, patrzyli sobie w oczy w milczeniu. Trwało to chyba z 10 minut i ani jedno ani drugie nie rozumiało co się dzieje….

-mam na imię Krzysztof – przerwał milczenie mężczyzna i wyciągnął rękę w kierunku Krystyny. Krystyna jednak nie zrobiła tego samego gest… Nagle w jej głowie, pomimo fascynacji nieznajomym, pomimo jakiegoś dziwnego drżenia w sercu, pojawiły się nie wiadomo skąd tysiące myśli”może to zboczeniec, może morderca, nie możesz tak rozmawiać z nieznajomymi na ulicy, co się z tobą dzieje, ile ty masz lat…” kłębowisko myśli.Te myśli spowodowały, że twarz Krystyny spochmurniała a usta powiedziały

– przepraszam, ale nie rozmawiam z nieznajomymi. Kobieta nagle ruszyła z miejsca i ominęła łukiem mężczyznę.

-proszę, niech pani weźmie chociaż kwiaty- powiedział.

Niestety Krystyna przyspieszyła i nie słyszała już tych słów. Szła szybko, coraz szybciej, prawie biegła. Uciekała? Tak.Wróciła Krystyna do domu. Myślał o napotkanym mężczyźnie. Mijały dni, tygodnie…Mężczyzna parę razy przyszedł do kobiety w śnie. Zawsze widział jego piękne i głębokie spojrzenie. W tym śnie przyjmowała kwiaty, w tym śnie była szczęśliwa i chyba bardzo zakochana….

 

Mijały miesiące, obraz mężczyzny był już zamglony, sny się skończyły. Krystyna nadal od czasu do czasu spotykała się z koleżankami, dalej dużo czasu poświęcała lekturze książek       i nadal marzyła…O czym ? Marzyła o tym, żeby ktoś ją pokochał. Chciała bardzo bliskości, przytulenia, ciepłych słów, pocałunków i poczucia bezpieczeństwa przy męskim ramieniu.

Morał z tej bajeczki ? Hmm…Sami pomyślcie nad morałem 🙂

14657717_1675160942743695_1222888987_n