Witajcie kochani. Ponieważ dzisiaj jestem jakoś tak pozytywnie nastawiona do życia, postanowiłam przesłać wam również trochę pozytywnej energii. Napisałam w tytule, że mam wszystko czego pragnęłam…to prawda…10 lat temu mój świat się zaczął zawalać, cegiełka po cegiełce.

 

Najpierw diagnoza męża „rak złośliwy płuca prawego”, potem diagnoza i śmierć najpierw jednej siostry (49 lat), potem drugiej (54 lata), wcześniej umarł szwagier a na koniec dołączył do nich nasz wspaniały przyjaciel Heniu, rok temu mąż…Międzyczasie syn stracił słuch. Na koniec tego wszystkiego ja zachorowałam na głęboką depresję. Teraz po latach pogodziłam się już z tym wszystkim . Przyjęłam, że tak musiało być i na nic nie miałam wpływu. Kiedyś wyobrażałam sobie szczęście inaczej. Myślałam, że w wieku 48 lat, będę otoczona, eleganckimi sprzętami w eleganckim mieszkaniu, na wczasy będę jeździć co roku, robić wypady za miasto co weekend, wszyscy będziemy zdrowi i tryskający energią, że zrobię prawo jazdy, będę mieć samochód itd, itp.

 

Teraz jak o tym wszystkim myślę, to śmiać mi się chce z tego jaką byłam pustą materialistką. Tak pusta w środku, że aż wstyd. Życie uczy pokory. Mnie nauczyło oprócz tego, żeby się cieszyć z maleńkich rzeczy, takich niezauważalnych prawie. Nauczyłam się również tego, że największą wartością w życiu jest miłość i drugi człowiek. A to jak kochasz i co dajesz drugiemu jest miarą twojej wartości. Przyszłam na świat bez niczego i  jako nowa istota miałam ze sobą tylko miłość i ufność. Chcę kiedyś, gdy będę musiała stąd odejść, zabrać ze sobą właśnie poczucie tego, że kochałam i mnie kochali, że nikogo nie skrzywdziłam a wręcz przeciwnie dawałam to co najlepsze w sobie miałam. Teraz gdy już nie marzę o bogactwach jestem najbogatszym człowiekiem na świecie. MAM WSZYSTKO CZEGO PRAGNĘŁAM…