Witajcie kochani.

Dziś chcę poruszyć temat, który na pewno wzbudzi emocje wśród czytelników.

Skąd taki tytuł wpisu ? Podczas mojej choroby słyszałam różne słowa, które miały mnie zmotywować do działania. Nie jestem zła na tych ludzi, którzy w nieumiejętny sposób próbowali wpłynąć na mnie, żebym przestała płakać, wzięła się w garść, umyła wyszła z domu itp. Już nie raz pisałam tutaj, że wszystkie takie „mobilizujące” słowa, działały na mnie wręcz odwrotnie, ale ci ludzie przynajmniej próbowali jakoś pomóc. Choroby nie da się pokonać silną wolą. Najgorsze (najgłupsze) słowa jakie wtedy usłyszałam to, że mnie szatan opętał bo mam za mało wiary, i że depresja nie dotyka ludzi wierzących… Usłyszeć takie słowa od wykształconej osoby, gdy właśnie toczy się straszną wewnętrzną walkę duchową…eh…

 

Wszystko to przypomniało mi się dzisiaj, gdy przypadkowo weszłam na jakąś stronę www i przeczytałam „depresja to nic innego jak opętanie, nawiedzenie”. Szkoda, że nie wiedziałam o tym wcześniej. Po co spędziłam pół roku w szpitalu, po co trułam się lekami, po co była mi terapia? No po co to wszystko ? Wystarczyło wezwać egzorcystę i po sprawie.

 

A jak to jest ze świętymi? O ile dobrze pamiętam to wielu świętych chorowało na depresję np. Matka Teresa z Kalkuty (nazywała swój stan „nocą ciemną”). Pojawiają się też przed naszymi oczami takie postaci, jak: św. Jan od Krzyża, św. Ignacy Loyola, Reinhold Schnei­der, św. Edyta Stein, s. Maria od Trójcy Świętej, Romano Guardini.

 

Czy jestem wierząca? Tak! Niestety mało praktykująca. Wierzę słowom biblii, że Bóg jest miłością i że miłość jest w życiu najważniejsza. Myślę też, że jeżeli Pan Bóg dał depresję, schizofrenię, epilepsję, białaczkę, cukrzycę i inne choroby to miał jakiś w tym cel. Wierzę w to, że wszystko ma jakiś sens i nic się nie dzieje bez przyczyny.

 

Dopiero teraz zrozumiałam sens przykazania „kochaj bliźniego swego jak siebie samego”. Depresja pokazała mi, że nie kochałam siebie w ogóle. Jak można dawać coś innym czego nie ma się w sobie ? A jaką wiarę ma w sobie osoba, która zamiast cię wesprzeć dobrym słowem, wmawia ci, że jesteś zła (czytaj: opętana). To naprawdę „budujące”.  Dobrze, że żyjemy w tych czasach bo pewno większość ludzi chorujących na depresję a już na pewno na schizofrenię, spłonęło by na stosach.

 

Nie martwię się, że kogoś tym wpisem uraziłam. Nie było to moim celem. Ten blog ma tylko dwa cele:

  1. Podniesienie świadomości społecznej dotyczącej chorób psychicznych.
  2. Pomoc chorym i ich rodzinom.

 

Życzę Wam dużo zdrowia i miłości w Nowym Roku 🙂