Kochać i tracić, pragnąć i żałować,
Padać boleśnie i znów się podnosić,
Krzyczeć tęsknocie „precz!” i błagać „prowadź!”
Oto jest życie: nic, a jakże dosyć…

Zbiegać za jednym klejnotem pustynie,
Iść w toń za perłą o cudu urodzie,
Ażeby po nas zostały jedynie
Siady na piasku i kręgi na wodzie.
Leopold Staff

 

Miałam wywiad do miesięcznika dla kobiet w wieku 50 + (bo z tym roku kończę 50). Nie piszę tutaj o tym, żeby się pochwalić. Rozmowa z przemiłą panią redaktor uświadomiła mi kilka ważnych rzeczy, którymi chcę się z Wami podzielić.

 

Dziennikarka przesłała mi kilka pytań na maila, żeby dać mi czas na przemyślenia. Poniżej wklejam tego maila:

„Pani Jolanto, bardzo wiele dowiedziałam się i o Pani i w ogóle o tej diabelnej francy, jaką jest depresja. Za pewne Pani blog czyta wiele osób, czy wie Pani, ile dzięki Pani poczuło, że warto żyć, warto walczyć z depresją (tak jak ta 25-latka o której mi Pani wspominała). Myślę, że dla Pani pisanie bloga to była też część terapii, a dla czytelników jest Pani kimś bardzo ważnym, kimś kto opisuje to wszystko tak od serca, od siebie, bez koloryzowania.

Czy ma Pani jakieś swoje motto życiowe?

Wiele osób, które zmagały się z różnymi chorobami, o których pisałam reportaże mówiło mi, że w takim rachunku końcowym choroba im więcej dała niż odebrała. Czy z perspektywy czasu też mogłaby Pani tak powiedzieć?

A co poradziłaby Pani czytelniczce, która akurat czyta Pani historię i jest zupełnie sama ze swoim poczuciem bezsensu każdego dnia, jaki pierwszy krok powinna zrobić, jak przekonać, żeby zaczęła się leczyć…

Pani Jolanto, tak jak wspominałam ten tekst nie będzie niestety długi, a czuję, że mogłabym o Pani coś na pewno dużego napisać. Myślę, że tych pytań, zagadnień wystarczy. Pani blog to istna skarbnica wiedzy, naprawdę, wielki szacunek dla Pani :-).”

 

No i cóż takiego uświadomił mi ten mail ? Musiałam zrobić analizę, ponieważ padło bardzo ważne pytanie dotyczące ilość osób, o których wiem, że pomógł im mój blog. Jakież było moje zdziwienie, gdy zaczęłam sobie przypominać z kim pisałam na Messengerze, z iloma osobami korespondowałam mailowo i rozmawiałam telefonicznie, z iloma spotkałam się osobiście…Dokładnie wiem ile osób dzięki moim namowom podjęło leczenie. Te liczby są dla mnie cudowne 😊 W sumie pisałam (do wczoraj) z 19 osobami, z czego 11 podjęło leczenie a 8 zaczęło się czuć lepiej po przeczytaniu mojego bloga i paru tygodniach intensywnych rozmów ze mną. Kiedyś pisałam, ze byłabym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie jakbym moim blogiem pomogła chociaż jednej osobie….

 

Druga rzecz, która mnie uderzyła to wiek osób, które się do mnie najczęściej zwracały o pomoc. Najstarszy był mężczyzna 32 letni a tak same młodziutkie osoby między 18 a 27 rokiem życia. Często w  rozmowach z nimi pytałam o ich relacje z rodzicami, dlaczego w pierwszej kolejności nie zwrócą się o pomoc do mamy lub taty. Zawsze słyszałam, że rodzice bagatelizowali ich stan, uważali za fanaberie odbiegające od normy zachowania, odsypianie do południa nie przespanych nocy za lenistwo, niemożność podjęcia jakichkolwiek działań w tym podjęcia zatrudnienia itd. Itp. To wszystko w pewnym sensie mnie zasmuciło….

 

Rodzice! To nie jest tak, że nie widzicie (bo często potem mówicie „nie zauważyliśmy, że coś się dzieje”), nie chcecie widzieć zasłaniając się brakiem czasu. Czy poświęcenie 5-10 minut uwagi swojemu własnemu dziecko to tak dużo ? Czasem 1 minuta wystarczy by uratować komuś życie!  P3040354[1]